„Kocham Cię Mamo” Justyny Eweliny Depty to powieść psychologiczna, która od początku trzyma czytelnika w napięciu i ciekawości.
To historia dziewczyny, później kobiety, począwszy od okresu surowego i purytańskiego wychowania w domu rodzinnym, przez burzliwą i pełną zaskoczenia dorosłość, kończąc wraz ze śmiercią głównej bohaterki – Karoliny Masłowieckiej. Choć w pewnej mierze autorka już na etapie rozwoju akcji, a nawet w samym tytule zdradza możliwe potencjalne wydarzenia, to jednak ich ciekawość, prawdopodobne okoliczności oraz rozwój losów głównych bohaterów są na tyle intrygujące, że trudno oderwać się od kontynuacji lektury. A znajdujemy w niej prawdziwą ucztę dla osób żądnych emocjonalnych wrażeń i wzruszeń – krzywdę, opór, zauroczenie, dojrzałą miłość, duchowe oddanie, wiarę, akceptację bólu i cierpienia, jak i radość i apoteoza życia. Ale to, co zasługuje na największy podziw i szacunek to samo zakończenie – prawdziwy majstersztyk.
To książka o miłości jak i o umiejętności prawdziwego przebaczania.
Litery skakały mu przed oczyma niczym dynamiczne ogniki. Nie rozumiał ani
słowa. Wreszcie zmusił się do przeczytania nadawcy na paczce.
KAROLINA MASŁOWIECKA. UL. KRYNICZNA 17.
Czuł jak strużki potu spływają mu po plecach. Zimne obręcze strachu zaciskały
się na płucach, blokując dopływ powietrza. Przez moment stał i niewidzącym
wzrokiem wpatrywał się przed siebie.
Nie wiedział co myśleć, co zrobić, ale jednego był pewny.
Nie chciał tego czytać.
Nie chciał pamiętać tej kobiety, przez którą musiał wyprowadzić się z
ukochanych Kielc do Częstochowy. Kobiety, która zniszczyła mu życie.
Przez huragan myśli kotłujących się w jego głowie usłyszał, że Agata podchodzi
do niego ostrożnie i kładzie mu rękę na ramieniu.
- Od kogo to ...? - zbladła, gdy jej wzrok padł na nazwisko nadawcy. Spojrzała
z bólem w oczach na swojego męża. Doskonale wiedziała, ile wysiłku poświęcił,
by zapomnieć o całej tej historii, jak dużo, wyrzeczeń kosztowała go próba
utrzymania ich małżeństwa, gdy tajemnica jego pochodzenia tak wyraźnie dała o
sobie znać. Drżącymi wargami zapytała, chociaż intuicyjnie przeczuwała, że znała
odpowiedź - to od ...?
Marek nie odpowiadał. Milcząc, wpatrywał się w kopertę z obrzydzeniem. Nie
mógł zrozumieć, co chciała od niego ta kobieta po tym, czego się od niej
dowiedział. Początkowo nie słyszał słów żony. Po chwili podniósł wzrok i z ruchu
jej warg domyślił się o co go pytała.
- Tak – odpowiedział zduszonym głosem i spuścił głowę, czując, że łzy
zaczynają cisnąć mu się do oczu.
- Otwórz – Agata ścisnęła mocniej jego ramię, zmuszając, żeby na nią spojrzał.
Ból w oczach męża był dla niej nie do zniesienia, ale pozostała nieugięta. Dla niej
było jasne, że Marek musiał raz na zawsze skończyć z piekłem, z którym sam
nie potrafił poradzić sobie od dłuższego czasu.
- Nie ... – pokręcił gwałtownie głową, próbując jednocześnie wyrwać ramię z
silnego uścisku żony.
- Otwórz! – Agata podniosła głos. Wiedziała, że od tej chwili zależało bardzo
dużo.
Ich małżeństwo zaczynało się sypać. Czuła, że mąż odsuwał się od niej i od
dzieci. Coraz częściej zamykał się w gabinecie i pogrążał w tylko sobie znanych
myślach, podczas gdy ona cierpiała, wiedząc, że nie jest w stanie do niego
dotrzeć.
- Nie!!! – krzyknął teraz, patrząc na nią jakby zobaczył ją pierwszy raz w
życiu.
Przerażenie w jego oczach sprawiło, że kobieta przez moment zamarła z
dłonią wciąż trzymaną na ramieniu męża. Widziała strach jaki go ogarniał. Miała
ochotę wygarnąć nadawczyni listu co myślała o jej postępowaniu. Cierpiała za
każdym razem, gdy Marek stawał się zamyślony, kiedy jego błękitne oczy traciły
swój zwykły blask i stawały się zamglone, a myśli biegły w niechcianym
kierunku. Teraz jednak odwróciła twarz męża w swoją stronę i z naciskiem
powiedziała:
- Posłuchaj mnie – siłą spojrzenia zmusiła go, żeby nie odwracał wzroku - Nie
możesz przed tym cały czas uciekać. Dałeś jej jasno do zrozumienia, że nie chcesz
jej znać. Przecież, gdyby nie miała określonego celu ...
- Właśnie: celu! - Marek przerwał jej brutalnie - Jej celem jest rozbicie mojej
rodziny! Nie ma innego celu! Nie potrafisz tego zrozumieć?! - mężczyzna
potrząsnął nią gwałtownie.
Furia zaciemniała mu pole widzenia. Nie potrafił nad sobą zapanować. Nie teraz
i nie w tym momencie. Nie mógł pojąć, jak mogła znaleźć go aż tutaj, kiedy
uciekł od niej, od dawnego życia... i od nieustannego poczucia winy.
- Puść mnie! To boli!!! - z zamyślenia wyrwał go przerażony głos żony.
Spojrzał w dół, w jej przepełnione strachem oczy, w których jednak widział
budzącą się do życia determinację. Popatrzył na swoje dłonie zaciśnięte boleśnie
na jej ramionach i dopiero wtedy dotarło do niego, co robił. Zbladł. Ręce opadły
mu bezwładnie wzdłuż tułowia, a z zaciśniętych warg wydobył się cichy szept:
- Kochanie, przepraszam ... – spuścił głowę i po raz pierwszy od wielu miesięcy
pozwolił na to, żeby łzy spłynęły mu po policzkach - Tak bardzo cię kocham, że
boję się, że mogę cię stracić ... ja nie chciałem ... ja ....
Jednak Agata pokręciła tylko głową i wyszeptała:
- Daję ci czas na przemyślenie swojego zachowania ... – delikatnie dotknęła
jego wilgotnego policzka i czule starła samotnie toczącą się łzę - To właśnie ono
może zniszczyć nasze małżeństwo ... a tego nie chcę - spojrzała na męża z
bólem w oczach i dodała - w razie potrzeby jestem w sypialni. Możesz mnie
obudzić w każdej chwili - pocałowała go i wyszła, pozostawiając go z mroczną
tajemnicą ukrytą we wnętrzu tej niechcianej przesyłki.
Stał, wpatrując się w trzymaną w dłoniach paczkę. Panika nawet na moment
nie chciała go opuścić. Wiedział jednak, że jeżeli chciał uwolnić się od tego na
zawsze, musiał zobaczyć czego oczekiwała od niego ta kobieta. Musiał chociaż
spróbować. Głęboko zaczerpnął tchu i otworzył paczkę. Czuł swoje tętno bijące w
szaleńczym rytmie. Sam nie wiedział, czego mógł się spodziewać.
Tymczasem na podłogę wyleciał tylko list. Zwykła, biała kartka papieru, pokryta
do połowy pięknym, równym i starannym pismem. Podniósł ją i z bijącym
sercem zaczął czytać:
20 listopada, 2004 roku
Drogi Marku!
Na początku mojego listu chciałabym Cię prosić tylko o jedno: przeczytaj
wszystko to, co znajduje się w tej paczce. Zacznij od tego pierwszego listu.
Kiedy dowiedziałeś się, że jestem Twoją matką, to krzyknąłeś, że nie chcesz
mnie znać, że zniszczyłam Twoje życie, żebym już nigdy nie pokazywała Ci się na
oczy. Później uciekłeś i nie pozwoliłeś sobie nic wytłumaczyć. Wyprowadziłeś się.
Zatarłeś wszystkie ślady i wyprowadziłeś się, zabierając ze sobą całą swoją
rodzinę. W tej przesyłce znajduje się rękopis całego mojego życia, które
spisałam, gdy wyjechałeś. Jeżeli go dostałeś, to znaczy, że ze mną jest nie
najlepiej ... jest wręcz tragicznie.
Nie oczekuję od Ciebie miłości ani przeprosin. Po prostu spróbuj mi wybaczyć.
Z wyrazami szacunku:
Karolina Masłowiecka.
P.S. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
Nie ruszał się, patrząc przez łzy na coraz bardziej zamazujące mu się przed
oczami pismo.
- Bardzo dobrze – wyszeptał po chwili sam do siebie. W całkowitej ciszy i w
pustym salonie jego głos odbił się szerokim echem. Przetarł oczy i z zaciętym
wyrazem twarzy dodał - Przeczytam twój marny życiorys, a potem … -
uśmiechnął się lodowato - potem idź do diabła - z takim nastawieniem westchnął,
wyciągnął rękopis i zaczął czytać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz